> Ze mna jest jeszcze gorzej, ja widzialem i nie wierze. Ha! A ja widzialem i wierze. Wczoraj na trasie Gdansk-Bydgoszcz. Niewielki nieoswietlony obiekt o ksztalcie zblizonym do szscianu poruszal sie z niebezpiecznie niska predkoscia na nieduzej wysokosci srodkiem drogi. O dziwo nie bylo to bezglosne (w odroznieniu od wiekszosci obserwowanych obiektow UFO) i wydawalo halas zblizony do glosnego kaszlu. Przez iluminatory widac bylo nieowlosione istoty z wybrzuszeniami w miejscu glowy. Ciekawe co to bylo ? Specjalisci sugeruja, ze byl to kaszlak ze zuzytymi amortyzatorami pedzacy z maksymalna predkoscia po dziurawej drodze z dresiarzem za kierownica. :-)))) -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- Na przystankek w Grobli podjezdza autobus z ogromniasta tablliczka "Niepolomice". Ludzie szturmuja drzwi, a pierwszy prosi kierowce o bilet do Nowego Brzeska (nie po drodze) Kierowca tlumaczy, ze jedzie do NIepolomic, facet wysiada a nastepny prosi o bilet do Nowego Brzeska.... Takch pacjentow bylo jeszcze paru, tak ze kierowca zdazyl sie troche spienic. kiedy autobus juz odjezdzal z przystanku z przeciwka nadbiegla kobiea rozpaczliwie wymachujaca rekami. Kierowca przytanol otworzyl drzwi, a babka do niego z pytaniem - Do Nowego Brzeska? - Nie do Nowego Yorku !! - facet byl wkurzony - Ale przez Nowe Brzesko? - babka nie dawala za wygrana - Nie, k..., przez Nowa Gwinee!! -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- > > PS Gates ma 90 miliardow $ i jest najbogatszy. Po za tym swoj majatek > > rozda wsrod organizacji dobroczynnych, a corce zapewni tylko dobre > > wyksztalcenie :-) > > Jaki ten swiat dziwny ;-) > To on ma corke??? Mial. Powiesila sie. Jak wszystko, co zrobil ;) -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- Chcialbym przestrzec grupowiczow przed mania rzucania. Zaczelo sie niewinnie. Jakos na poczatku roku, stwierdzilem, ze wipijam 4 kawy dziennie. Serce walilo mi jak szalone i nie moglem spac. Dosc tego - powiedzialem - Trzeba z tym skonczyc. Przy niewielkim wysilku silnej woli - odstawilem kawe. Po 2 tygodniach stwierdzilem, ze cos za latwo poszlo. No to moze teraz alkohol - pomyslalem - to jest dopiero wyzwanie. Z wielkim bolem, ale udalo sie! Bylem szczesliwy i nic nie zapowiadalo zblizajacej sie katastrofy. A nastepnie juz polecialo: papierosy, dziewczyna(sic!), praca (no ta zmienilem na inna). Ale, ale dlaczego pisze na ta grupe. Dwa tygodnie temu rzucilem rowniez sex. Zadnych kobitek, facetow i onanizowania sie. Wpadlem w nalog rzucania. Help. Jak rzucic rzucanie? Porzucilem tez swojego nicka. Jak tak dalej pojdzie rzuce sie z okna... -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- : >> > trzecie, wiaze duze nadzieje z wprowadzeniem HTML'a : >> > jako _podstawowego_ formatu zapisu plikow w Wordzie. : DZ> No to mozemy pozegnac sie z WWW jakie znamy {i polubilismy} : Nie krytykuj zanim nie zobaczysz. Ja juz widzialem HTML generowany przez Worda '97. Do tej pory budze sie z krzykiem, gdy mi sie przysni. -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- Natomiast jeden z profesorow polonistyki Uniwersytetu Wroclawskiego przepytywal studentke, by jej zaliczyc zajecia z kultury wspolczesnej. Rozmowa sie nie kleila,bo on byl zasluchany we wlasne mysli, a ona nic nie umiala.W koncu profesor pyta : -"A moze byla pani wczoraj na premierze w Teatrze Polskim?"- Studentka sie tlumaczy, ze : "...nie, bo duzo sie uczyla przed tym zaliczeniem i w zwiazku z tym wczesnie polozyla sie do lozka..."- -"No i co, duzo bylo ludzi?...- kontynuowal swoj egzamin profesor... *** Inny profesor znany jezykoznawca o nazwisku Bak zwykl nie zaliczac wykladow studentom, ktorych nie zapamietal z sali wykladowczej. Wsrod studentek ktos zlosliwy puscil plotke, ze profesor lubi kolor czerwony, wiec pod koniec semestru wiekszosc studentek polonistyki ( a bylo ich na jednym roku ponad 200) zaczelo zakladac jakies czerwone bluzki lub sukienki. Ktoregos pieknego dnia na sali od pierwszych rzedow po sam horyzont siedzialy studentki ubrane na czerwono. Profesor tkniety tym widokiem - przerwal nagle wyklad i rzekl: -"Chcialem wszystkim paniom na tej sali powiedziec, ze nazywam sie BAK, JAN BAK, A NIE BYK!!!"- *** Tenze profesor Bak, mial wyglad chlopka-roztropka, wcale nie pasujacy do jego blyskotliwego umyslu ( znal perfekt kilkanascie jezykow wraz z ich wszystkimi regionalizmami). Przy tym, tuz przed zajeciami na Uniwersytecie zwykl pracowac na swojej dzialce i tak sie w tej pracy zapamietywal, ze zdarzalo mu sie przyjezdzac na wyklady w roboczej kufajce wraz z narzedziami, takimi jak grabie czy nawet widly. Problem polegal na tym, ze profesor wsiadal z tymi niebezpiecznymi narzedziami do tramwaju i by nie poranic innych pasazerow wchodzil przez przednie drzwi, przy ktorych widnial napis: "PROSIMY WSIADAC TYLEM!" Poniewaz roztargniony profesor nie respektowal tego polecenia, zwykle wychylal sie Motorniczy, ktory ryczal do profesora: "TYLEM, DZIADKU! TYLEM!"- Profesor oczywiscie odwracal sie wtedy i wsiadal przednimi drzwiami, ale tylem... Wkurzal tym bardzo motorniczego, istniejacych jeszcze wtedy konduktorow i pasazerow, zbulwersowanych zwlaszcza przewozonymi przez niego grabiami. Pewnego razu postanowiono w zwiazku z tym spisac profesor, by go podac za jego wyczyny na kolegium... Ale cos widac nie gralo Konduktorowi w podanym przez profesora dowodzie osobistym bo pyta glosno: -"Nazwisko?!- -" BAK, JAN BAK" - odpowiada spokojnie profesor. -"Zawod?!- -" Profesor Uniwersytetu..."- odpowiada spokojnie profesor. Wszyscy Pasazerowie w tramwaju wybuchaja smiechem. Wsciekly Konduktor pyta: -"Co?! Jaja sobie ze mnie pan robisz?! Zawod pytam!"- -"Profesor Uniwersytetu..."- odpowiada z godnoscia profesor. -"Jak sie pan nie przestanie wyglupiac, to wezwe milicje!"- ryczy wsciekly Konduktor. -"No to dobra - mowi zrezygnowany profesor Bak:- "PISZ PAN - KOWAL!" - -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- Jeden z profesorow UJ opowiadal kiedys na seminarium o sobie taka historie: "Glowne miejsce w moim zyciu zajmuje matematyka. Nie mam glowy do sprawy codziennego zycia. Niemniej czasami staram sie pomoc mojej zonie i byc dobrym mezem i ojcem. Pewnej slonecznej soboty zona poprosila mnie zebym wyszedl z 9-miesiecznym dzieckiem na spacer. Oczywiscie zgodzilem sie. Wlozyla mi malucha do wozka i poszedlem do parku. Siadlem sobie na sloncu, dzieciak usna, a ja zeby sie nie nudzic wyjalem zeszyt i zaczalem rozmyslac nad jakims problemem matematycznym. Problem byl ciekawy, po pewnym czasie udalo mi sie znalezc fajne rozwiazanie. Stwierdzilem, ze trzeba rozwiazanie przepisac na czysto, bo w zeszycie ktory mialem przy sobie bylo to zapisane nieporzadnie. Zebralem sie i wrocilem do domu. Pierwsze pytanie zony bylo 'Gdzie jest dziecko?'. Panowie (zwrocil sie do obecnych na seminarium), moja zona to swieta kobieta. Bo ona sie zdenerwowala dopiero wtedy jak powiedzialem, ze nie pamietam w ktorym parku bylem." -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-