Jest to opowiesc o najbardziej chyba spektakularnej grupie hackerskiej w historii Netu oraz najgenialnie- jszym hackerze wsrod seniorow. Pan Jan S. , bo o nim mowa zaczal sie co prawda interesowac komputerami dopiero w wieku 68 lat lecz efekty jego zainteresowan przerosly jego nasmielsze oczekiwania. Ale zacznijmy od poczatku. -Pamietam jak dzis. To bylo w 1987 roku... bylem wlasnie wtedy na poczcie po swoja emeryture (u pani Halinki z 3 okienka) kiedy po raz pierwszy zobaczylem komputer.Stal na biurku przykryty pokrowcem - wspomina pan Jan.Wtedy jeszcze nic nie wskazywalo na to ze kom- putery stana sie zyciowym hobby pana Jana. -W roku 1989 w bibliotece wojewodzkiej ,gdzie czesto zagladalem tez byly juz komputery... pamietam, ze po raz pierwszy(i ostani) usiadlem wtedy przed klawiatura. Kompletnie nie wiedzialem co mam zrobic, wiec najpierw przeczytalem cztery razy to co bylo napisane na monito- rze.potem jakos juz poszlo... Tego samego dnia wypozy- czylem ksiazke o rosyjskich maszynach cyfrowych z ktorej dowiedzialem sie co to jest bit i bajt oraz kto to jest Lenin. Od tej pory zaczal sie intesywny okres w zyciu pana S. Cale dnie spedzal w czytelni pochlanialac ksiazki o komputerach, systemach operacyjnych, sieciach komputero- wych , ale nie tylko. W kregu zainteresowan pana Jana znalazla sie rowniez telefonia i budowa modemow, co zre- szta zaowocowalo w pozniejszym czasie rewolucyjnymi me- todami stosowanymi przez grupe "Sendbajt" Ale nie uprzedzajmy faktow. Na poczatku 1989 roku poznal pan S. niejakiego Mieczyslawa R. ,rowniez emeryta ,ktory wie- kszosc zycia spedzil na instalowaniu sieci telefoni- cznych oraz pracy na Strowgerze.Mietek (jak o nim mawial pan Jan) byl wtedy zgorzknialym 64 letnim emerytem, dysponowal jednak duza wiedza praktyczna i dlatego wla- snie pan Jan postanowil zawrzec z nim spolke w celu wyciagniecia od niego mozliwie duzo wiedzy (byc moze juz wtedy istnialy w glowie Jana S. zarysy szatanskiego planu ktory pozniej przyniosl slawe jemu oraz grupie "Sendbajt"). Kolejny rok pan Jan spedzil razem z Mietkiem na dal- szym intensywnym szkoleniu w bibliotekach i nie tylko. Prenumerata "Bajtka" otorzyla mu oczy na wiele zagadnien o komputerach o ktorych dotad nie wiedzial nic. Nieodzownym elementem zycia staly sie nocne rozmowy z Mietkiem przy kubku kakao ,w czasie ktorych prowadzili ozywione duskusje a to o plikach, a to o sytemach Dos, Unix a to o protokolach sieciowych lub modemowych. Czasami w domu pana Jana pojawiala sie takze pani Bo- zenka- zona pana Mietka. Przygotowywala im kakao i przysluchiwala sie o czym rozmawiaja. Czasem tez zada- wala pytania, ktore jednak nie zawsze mialy sens. Gdzies tak w sierpniu 1990 pan Jan stworzyl swoj pierwszy program - byl to generator liczb losowych totolotka napisany w basicu commodore 64. Niestety program istnial tylko na kartce z notesu, a to z tego prostego powodu, iz pana Jana nie bylo stac nawet na najtanszy komputer 8 bitowy. Pozniej przyszla nauka assemblera. Okazalo sie ze pan S. ma do tego nadzwy- czajny talent. Juz po miesiacu nauczyl sie wszystkich rozkazow procesora 8086. Po kolejnych 3 miesiacach zmu- dnej nauki mial opanowane wszystkie przerwania i byl w stanie pisac i debuggowac programy w assemblerze i to jedynie za pomoca kilku kartek papieru kancelaryjnego i olowka z gumka.Kiedy pan Jan dowiedzial sie juz dostatecznie duzo o komputerach i systemach operacyjnych przyszla pora na gruntowne studiowanie sieci, zwlaszcza rozleglych. W ciagu pol roku intensywnego wkuwania pola- czonego z cwiczeniami praktycznymi pan Jan zdobyl tak wiele informacji, ze mogl np.zakodowac dowolny tekst na ciag znakow ASCII po czym zamienic to na ciag zer i jedynek oraz podzielic na pakiety wyposazone w sume ko- ntrolna, bity stopu parzystosci i takie tam. Po wielu treningach okazalo sie ze potrafi on z pamieci podac 1 kB plik binarny (ewentualnie zaszyfrowac go np. metoda xor w czasie rzeczywistym).Pan Mietek takze nie proznowal - na polecenie pana Jana zbudowal specjalny aparat tele- foniczny z dwoma mikrofonami oraz z trzema sluchawkami. Mowi pan Jan: -tak pod koniec roku 1991 mialem juz duzo wiadomosci i wiedzialem dokladnie czego chce.Chcialem dostepu do niezliczonych zasobow wiedzy zgromadzonej na wszystkich komputerach swiata. - Mowiac to pan Jan wzrusza sie ba- rdzo i widac, ze silnie to przezywa. -Przelomem byl styczen 1992. Czytalem wlasnie o najno- wszych metodach modulacji sygnalu w pasmie telefo- nicznym, kiedy wpadl Mietek z nowym "Bajtkiem". Byla tam opublikowana lista wszystkich BBS-ow w Polsce. Postanowilismy sprawdzic te numery. Pozniewaz ja nie mam telefonu ,ubralem sie cieplo i poszlismy nie opodal do automatu.Wg "Bajtka" w naszym miescie byly 3 BBSy. Drzacymi rekoma wykrecilem numer pierwszego BBSu i w chwili gdy chcialem wrzucic zeton Mietek powstrzymal mnie i sam energicznie przywalil w aparat centralnie od frontu.Spojarzalem na niego ze zdziwieniem ,ale nie bylo czasu na wyjasnienia gdyz w tym momencie nastapilo polaczenie , a ja w sluchawce uslyszalem dzikie piski o duzym natezeniu wpadajace wprost do mego ucha. W pierszym odruchu wypuscilem sluchawke z reki, ale zaraz sie opamietalem i Mietek podal mi sluchawke znowu. Tym razem bylem juz przygotowany i staralem sie rozroznic poszczegolne dzwieki. W mlodosci bylem miedzy innymi muzykiem jazzowym ,wiec od razu wyla- palem czestotliwosc nosna na 1200 Hz. Slychac bylo regularne sekwencje piskow.Powtorzylo sie to w sumie szesc razy i modem po drugiej stronie sie wylaczyl. Czasu nie bylo duzo ,ale juz po tym pierwszym pola- czeniu zorientowalem sie, ze mam do czynienia z jakims modemem 2400 a takze rozpoznalem rodzaj modulacji. Za chwile wykrecilismy ten sam numer raz jeszcze i tym razem sprobowalem nawiazac lacznosc. Gwizdanie do mi- krofonu niewiele pomoglo, wiec wpadlem na pomysl zeby Mietek wymawial "aaaaaaaa" na czestotliwosci ok 2400 hz a ja w tym czasie wydawalem odpowiednie piski w celu przeprowadzenia handshake'u oraz uzyskania polaczenia z komputerem odleglym z predkoscia przynajmniej 300 bps. Probowalismy jakies 4 razy zanim sie to udalo. Jednak po odebraniu wiadomosci wstepnych oraz zalo- gowaniu sie do BBSa jako anonymous polaczenie zostalo przerwane, poniewaz Mietek zaniosl sie nagle straszli- wym kaszlem. Mnie zreszta tez rozbolalo gardlo od wyda- wania piskow , oraz reka od notowania zer i jedynek. Prace takze utrudnial fakt, ze musialem jednoczesnie nadawac i deszyfrowac dane.Nalezalo zdecydowanie opu- scic budke i udac sie do domu w celu obmyslenia innej strategii, zwlaszcza, ze wokolo zebral sie tlumek mlodych osob przygladajacych sie nam dosc dziwnie. No coz, to moje pierwsze polaczenie z modemem bylo moze niezbyt udane ale za to wiele sie nauczylem. Co robil pan Jan S. w nastepnych dniach ? Otoz zdal on sobie sprawe ze w pojedynke z Mietkiem wiele nie zdzia- laja.Potrzebowali pomocy fachowcow.Na pierwszy ogien poszla pani Bozenka, ktora jako regularna bywalczyni co- niedzielnej mszy swietej dysponowala odpowim glosem z ktorym pan S. wiazal duze nadzieje. -Pani Bozenko, pani bedzie pelnila w naszej grupie fu- nkcje generatora fali nosnej. -Lo Jezu! A co to jest ? W imie ojca! -Spokojnie pani Bozenko, to nic trudnegom niech no pani powie "aaa". -Aa -Ale tak dlugo "aaaaaa" i tutaj , do mikrofonu prosze. -Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa -Dobrze. No widzi pani? Trudne ? Nietrudne. Panie Mietku odczytal pan czestotliwosc na oscyloskopie ? -Niewiarygodne! Dokladnie 2400 Hz panie Janie! -Fantastycznie! Jest pani najstarszym generatorem fali nosnych telefonicznych na swiecie. -No wie pan ? -Zartowalem, he he. -Panie Janie a jak bedzie sie nazywala nasza grupa ? -Juz to przemyslalem proponuje "Sendbajt".Moze byc ? -Eee.Dobra. W kolejnych dniach pan Jan pokazywal pani Bozence jak ma sie zachowywac generator fali nosnej, zwlaszcza w przypadku renegocjacji polaczenia oraz zaklocen na linii. Pan Mietek przechodzil intensywny kurs HTMLa (oczywiscie w wersji zerojedynkowej).Po tygodniu do grupy "Sendbajt" dolaczyla jeszcze pani Wanda - dobra znajoma pani Bozenki, ktora wg niej spiewala najglo- sniej i najpiekniej w calym kosciele. -Bardzo dobrze! - ucieszyl sie pan Jan - pani bedzie naszym nadajnikiem oraz modulatorem! -Ale nic nie wiem! Nie umiem! -plakala pani Wanda. -Jak to nic ? Niech pani powie "pi pi pi pioooupipaupi- oiopppipipiapappe pi pi" -pi pi pi pioooupipaupi... jak bylo dalej ? -...oiopppipipiapappe pi pi ...jeszcze raz! -pi pi pi pioooupipaupioiopppipipiappe pi pi ...dobrze ? -Opuscila pani jedno pa, ale korekcja bledow modemu odbiorczego powinna sobie z tym poradzic.Poza tym do- skonale.Panie Mietku! -Slucham. -Prosze przebudowac nasz aparat tak aby drugi mikrofon byl polaczony szeregowo z pierwszym poprzez uklad, ktory pan zaprojektuje tak aby sygnal z drugiego mi- krofonu modulowal sygnal pierwszego fazowo,amplitudowo lub czestotliwosciowo w zaleznosci od polozenia prze- lacznika p3... Druga sluchawka ma miec dodatkowy filtr srodkowoprzepustowy na 1200 Hz ...zreszta tu ma pan wstepny projekt. -Jasna sprawa, tylko co z tymi krokodylkami, zostaja jak sa ? -tak, i niech pan skoluje jakies 50 metrow czrnego ka- bla telefonicznego. -To sie da zrobic. Nastepny tydzien uplynal na przygotowaniach. Pan Jan zarywal noce symulujac na kartce mala siec ethernet na szesc komputerow.Bawil sie kopiujac pliki miedzy stano- wiskami lub uruchamiajac programy na serwerze.zabawa ta kosztowala go co prawda dwie ryzy papieru do kseroko- piarek ale jego wiedza o dzialaniu sieci wzrosla niepo- miernie. -Nasza pierwsza akcja? no coz, to bylo w piwnicy naszego bloku.Okolo godziny 23:00 zaopatrzeni w latarki, hackomat (jak nazwalismy nasz przyrzad) oraz koszyk na ziemniaki i torbe na kompoty zeszlismy do piwnicy. Mietek od razu odszukal skrzynke z napisem >TP< i wy- jal z torby pek kluczy. Po chwili nasz hackomat byl na lini i mielismy dialtone.Wg planu najpierw wykrecilem numer do naszego znajomego BBSu. Panie zajely miejsca przy mikrofonach,Mietek przylozyl swoja sluchawke do ucha, ja swoja i przygotowalem papier i kredki (olowki mi sie juz wtedy skonczyly) Pierwsza proba zalogowania sie nie powiodla, poniewaz pani Wanda z wrazenia krzy- knela do mikrofonu i zdalny modem nas rozlaczyl. Jednak za drugim razem udalo sie doprowadzic do pola- czenia, co prawda tylko 120 bps , ale jak na poczatek to chyba i tak niezle. Mietek szybko zalapal o co cho- dzi pozniej juz sam odbieral i deszyfrowal wiadomosci. Dzieki temu ja moglem sie zajac przetwarzaniem danych. Naprawde byloby z nami krucho, gdybu nie to, ze Mietek pozyczyl od swojego syna kalkulator. To byl taki pro- sty kalkulator, ale mial co trzeba, tzn dodawanie i mnozenie. Kiedy juz sie zalogowalem do systemu pierwsza rzecza jaka zrobilem bylo przejecie praw menedzera BBSu wg mojej metody obmyslonej z pol roku wczesniej.Nie spo- dziewlem sie ze pojdzie az tak latwo. Niestety po 15 minutach polaczenia pani Bozenka nie wytrzymala i po- wiedziala ze nie moze dluzej krzyczec "aaaa", ze ona tez chce byc procesorem i inne takie bzdury. Przez nia zerwalismy takie swietnie zapowiadajace sie haczenie.Ale nic to. Zdazylem i tak skasowac wiekszosc plikow systemowych.Kiedy Mietek doprowadzil swoja zone do porzadku i moglismy juz kontynuowac postanowilismy sprobowac czegos innego.Polaczylismy sie z serwerem do- syc duzej firmy L*** z naszego miasta. Okazalo sie za maja aktywne konto guest. nic prosctszego. po wejsciu do systemu w ciagu 5 minut zdobylem uprawnienia roota i ku mojej nieopisanej radosci okazalo sie ze srwer ma lacze z inernetem. Niedowierzajac sprawdzilem cala ka- rtke obliczen czy sie nie pomylilem czasem przy doda- waniu liczb ujemnych w systemie osemkowym , bo z tym mialem zawsze troche klopotu.No ale wszystko sie po- twierdzilo. Zakrylem mikrofon reka i krzyknalem do Mietka: Udalo sie! Jestesmy w Internecie! niestety na- sze panie wytwarzaly taki zgielk, ze prawdopodobnie mnie i tak nie usluszal. Ale ja juz bylem tam gdzie chcialem byc zawsze.Pierwsze co zrobilem do polaczylem sie z serwerem firmy Seagate Technologies (znalem do- brze ich system operacyjny z jednej ksiazki) i wla- malem sie na strone WWW. nie tracac czsu przekazlem paleczke naszemu specowi od HTMLa , czyli panu Mie- tkowi, sam zas zajalem jego miejsce. Tak jak sie umo- wilismy wczesniej mietek dokonal zmian bezposrednio w kodzie html przy pomocy edytora dysku na serwerze. Teraz trudne zadanie czekalo pania Wande.Musiala nada- wac przez 20 minut tekst naszego manifestu... Kolejne miesiace plynely grupie "sendbajt" szybko. Po pierwszych sukcesach na stronach WWW probowali wla- mywania na amerykanskie serwery wojskowe i rzadowe, co bylo od zawsze skrytym marzeniem Jana S. Niestety, po- mimo poprawienia (na skutek zaprawy czlonkow "Sendbajt") parametrow transmisji (dochodzila ona do 1200 bps ) nie dalo sie w dalszym ciagu sciagac wiekszych plikow bina- rnych.Rekordem grupy byl download kodu zrodlowego do Internet Explorera v 2.0 ( po wlamaniu na serwer firmy Microsoft ). Poprawilo to nawigacje w sieci www gdyz pan Mietek nauczyl sie tego kodu na pamiec i robil po pro- stu za przegladarke (jak bylo trzeba to szkicowal na ka- rtce jpgi i gify zeby kazdy mogl podziwiac szate grafi- czna danej strony). Tymczasem pan Jan zaliczal coraz to nowe miejsca www, haczyl i ewentualnie niszczyl serwery internetowe jeden za drugim. Jednym slowem grupa rozwi- jala sie i z dnia na dzien stawala sie w Sieci coraz bardziej popularna. Na wszystkich administratorow padl blady strach. Wiekszosc z nich zaczela do wymiany info- rmacji uzywac tradycyjnej poczty snail-mail, do tego stopnia byli sterroryzowani przez czlonkow grupy "Sendbajt". Oczywiscie przez caly ten czas grupa korzy- stala podczas uprawiania swego procederu z roznych nu- merow telefononow, poczatkowo sasiadow z bloku, ale po- zniej pan Mietek wynalazl swietne miejsce kolo prze- dszkola dwie ulice dalej. Chodzili tam wiec nocami, wpinali hackomat i siadali w krzakach, z daleka od ludzi. Pewnie sie spodziewacie , ze w koncu policja nakryla grupe "Sendbajt" i zirytowani admini ukamienowali za miastem jej czlonkow , wzglednie Jan S. wyladowal w wie- zieniu jak przystalo na hackera-legende ? Otoz nie.Dzia- lalnosc grupy trwalaby zapewne po dzis dzien gdyby pan Jan nie odkryl nowej pasjii zyciowej - mianowicie we- dkarstwa. No niestety bez pana Jana grupa "Sendbajt" szybko sie rozpadla. Spotykaja sie jednak czasem w piwnicy jak za starych czasow i przesiaduja na IRCu lub pan Jan sciaga sobie stronki o wedkarstwie.Poza tym sa szczesliwi.Admini tez, ze cala sprawa przycichla... Nadal wydaje im sie ze ich systemy sa dobrze zabezpie- czone i moga spac spokojnie.Niech spia... -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- Mialem dziesiec lat, Gdy uslyszal o nim swiat, Na mym sprzecie mam go wciaz. Na Polibudzie, Zobaczylem IRC i schlus I nie moglem w nocy spac. Wiatr odnowy szedl, Darowano TPNet, I modemem mozna bylo w Siec. W Inetowy gwar, jak tornado GNU sie wdarl, I ja tez... chcialem miec. Kumpel Bog wie gdzie, Novellowska stawial siec, Mnie wiatraczek w kompie padl. Z dysku zostal wior, Posciagalem milion bzdur, I poznalem co to C. Pakietowy szal, Kazdy z nas ich 500 mial, Zamiast nowych MS Win. A w piatkowa noc, Byl CLUG, Notebook, szklo Jak ze sie... chcialo zyc. Bylo nas trzech, W kazdym z nas inna krew, Ale jeden przyswiecal nam cel. Za kilka lat, Miec u stop cala siec, Wszystkiego w brod. Browaru lyk, I dyskusje po swit, Niecierpliwy w nas ciskal sie duch, Ktos dostal DoS, A To wlamal sie ktos, Cos dzialo sie... Poroznily nas. Za Vi i Emacs, Kazdy by sie zabic dal. W pewna letnia noc, Gdzies News wyslalem post, I dostalem to com chcial. Napisano mi, Ze klopoty moga byc, Ja im, ze to tylko test. Znow czytalem newsy, Odpisalem na poczte, przed konsola Bylem sam. Sto roznych grup, Czym w Usenecie wyslac post, Nauczylo mnie zycie jak nikt. W wyrku na wznak, Przechlapalem swoj czas, Najlepszy czas... W firmie szef, kazal mi administrowac, Taki system, ze jeszcze mi wstyd. Pewnego dnia, Zrozumielem, ze ja Nie umiem nic. Zupelnie tam, Pokonalem sie sam, Oto wysnil sie wielki moj sen. Tysieczny tlum, Sciaga zrodla mych programow, Z mojego FTP. W poczcie pisze Czlek, w logach mam, To jak w mozgach ich idea budzi sie. Otwieram drzwi, I nie mowie juz nic, Do czterech Alph. Pozdrawiam, Dawid Kuroczko -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- >Duzo mowi sie i pisze o windzie 98 ale czy tak na prawde warto przechodzic >na nia z Win 95 OSR2 ? tak. naprawde warto. po instalacji 98 bedziesz mial lepszy komputer. serio. oto uzasadnienie: 1.samo win98 zajmuje wiecej dysku. dzieki czemu bedziesz mial wiekszy dysk, bo go po prostu bedziesz musial kupic 2.win98 tryska roznymi fajerwerkami. dzieki temu bedziesz mial lepszy procesor, bo tez bedziesz musial go kupic 3.bajery z win98 zjadaja wiecej RAM. dzieki temu bedziesz go musial go miec wiecej (kolejna zaleta). po prostu go kupisz :) 4.monitor ci sie powiekszy. bajery musza sie gdzies zmiescic na ekranie, i na mniejszym monitorze sie nie zmieszcza. wiekszy monitor ktory kupisz, pozwoli na komfortowe ogladanie efekciarstwa. tak wiec zyc nie umierac. instaluj. co sie zastanawiasz ? te 4ry zalety sa nie do odparcia :)))))))))))) ach bym zapomnial: 5.twoj komputer bedzie efektywniej (czyt.dluzej) wykorzystywany przy pracy w sieci komputerowej. logowanie do sieci to cud miod, i skutecznie zapelni ci twoje wolne chwile, dzieki czemu takze nie bedziesz sie nudzil :))))))))) -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- : Czy ktos zna sie na wirusach?! Ja na moim kompie chyba taki mam...Wykasowalo : mi prawie wszystkie gry , a mojej siostrze tapete. Ten wirus nazywa sie: Wsciekly ojciec Instaluje sie go przez niewystarczajace wyniki w nauce. -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- >Pilka nozna na nartach? Nie widzialem jeszcze... Snowball Po 4 zawodnikow + wymiatacz na bramce. Zawodnicy maja grube, dlugie, wielkie, twarde DEBOWE PALY, a wymiatacz KOSE i WIDLY. Snowball uprawiany jest czasami w przerwach zimowych ligi polskiej, przez znudzonych kibicow. Zawodnicy to zwykli bandyci-pseudokibice, a wymiatacze to ultrasi co cale zycie spedzaja w silowni. Celem gry jest zerwanie jak najwiekszej ilosci szalikow z druzyny przeciwnej, ktore zbiera, pierze i wyrzyma wymiatacz-praczka. Jeszcze punktacja: zerwanie szalika - 1 pkt, zerwanie szalika razem z glowa - 2 pkt, zdjecie samej glowy - 0 pkt, pierdolniecie kijem babci idacej obok - 3 pkt, pierdolniecie kijem znudzonego policjanta - 5 pkt, + dodatkowo, gdy to naprawde byl policjant, a nie np. listonosz 2 dodatkowe bonusowe punkty, Oczywiscie narty obowiazkowe. Czapki nie, bo wszyscy snowballisci sa lysi. -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- amerykanin zginal przygnieciony automatem do cocacoli, ktory przechylal, usilujac wytrzasnac z niego puszke. i moje ulubione: bodaj w arizonie, w samym srodku pustyni patrol policyjny napotkal dziwny wrak. wrak byl wbity w sciane urwiska na wysokosci stu ilus stop. samo urwisko znajdowalo sie kilkaset stop od ostrego zakretu na drodze. policjanci mysleli, ze natrafili na wrak malego samolotu, ale po zdjeciu resztek ze sciany okazalo sie, ze sa to szczatki samochodu. dochodzenie wyjasnilo przebieg wypadku. wlasciciel samochodu dorwal skads jednostke jato. jato (jet assisted takeoff) to maly silnik rakietowy na paliwo stale, ktorego uzywa sie do skracania roz biegu ciezkich wojskowych samolotow transportowych. wlasciciel wozu przyczepil rakiete do swojego chevroleta, znalazl kilkanascie mil prostej drogi i odpalil silnik. miejsce startu zostalo rozpoznane po zweglonym asfalcie. z sily ciagu jednostki jato i masy wozu wyliczono przyspieszenie, jakiemu zostal poddany nieszczesny kierowca - bylo to, jesli dobrze pamietam, okolo 14g. takie przys pieszenie spowodowalo odplyw krwi z mozgu i utrate przytomnosci u kierowcy. po mniej wiecej dwu minutach (i mniej wiecej 10 milach) kierowca ocknal sie i sprobowal hamowania, co stwierdzono po kilkusetmetrowych sladach spalonej gumy i resztkach okladzin hamulcowych. oczywiscie nie zmniejszylo to szybkosci samo chodu. chevrolet razem ze swoim kierowca gnal tak az do zakretu, gdzie pole cial prosto i wbil sie w urwisko. kierowce zidentyfikowano po uzebieniu wydo bytym z kierownicy. -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- :> NO CARRIER : Wlasnie. O co chodzi z tym lotniskowcem i dlaczego go nie ma? Moj kolega ze studiow na komunikat "CARRIER LOST" zwasze reagowal "Cholera, znowu stracilem lotniskowiec..." -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- Jezeli juz mam sie wypowiadac w temacie olimpiady, to proponuje kilka istotnych innowacji dostosowanych do aktualnej sytuacji w Zakopanem: - zamiast bobslejow - zjazd w miednicach z Nosala, - trasa biegow narciarskich: Krakow - Zakopane (znakomicie to odciazy tlok na drodze), - saneczkarstwo w wagonikach z Gubalowki (zamiast budowy bardzo drogiego toru), - hokej na znakomitym nowym boisku Sromowce-Czorsztyn (bardzo duza powierzchnia przystosowana do rozgrywania paru meczow na raz). A poza tym pare konkurencji, ktore nie wymagaja specjalnych inwestycji, a wprowadza sporo nowosci do zimowej olimpiady: - przejazd PKP Krakow - Zakopane (wytrzymaja najlepsi, w srodku -20*C + kanary + spoznienia + odsniezanie torow + nocleg na stacji Osielec z powodu strajku), - bitwa na sniezki w Kuznicach (wcale nie trzeba inwestycji, a moze "nasi" wreszcie zdobeda jakis medal) - narciarstwo w stylu wolnym (trzeba dowiezc narty 31.XII z Warszawy do Zakopanego cale, nie ukradzione, nie odrapane, dojechac calo z kompletem nerwow, bez kary i ze spoznieniem mniejszym niz 2 dni). Dalsze pomysly pozniej Olimpiada? - Dlaczego nie!!! -=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-